Strona:Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(29)II.

Kiedy w okropnej kłótni z sobą, i z losami;
Obwiniam i przeklinam przeznaczenie moje,
Głuche niebiosa, marną skargą niespokoję,
I spojrzawszy na siebie zalewam się łzami;

Życząc jak ten bogatym być nadziei rojem,
Lub bym jak ten wdziękami, i młodością błyskał,
Albo jak ów dziełami, sławne imie zyskał;
Dręczony — bo niezdolny przestawać na swojém.

Gdy pomyślę o Tobie, w tych chwilach niedoli,
(Jak skowrónek gdy jutrznia szkarłay rozrzuci
Opuszcza brudną ziemię u bram Niebos nuci, )
Tak ja wnet w rzece szcześcia, nurzam się dowoli.
Miłość Twoja w mej duszy, taką słodycz cuci,
Iżbym się nie pomieniał, na los piervszych Króli.