Strona:Poezye Katulla.djvu/124

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    LXVII.
    ROZMOWA Z BRAMĄ.

    — Ty, którą mąż z lubością i ojciec otwiera,
    Witaj, bramo, i niech cię dobry Jowisz wspiera.
    Tyś, bramo, Balba pono była niegdyś służka,
    Póki i dom należał do tego staruszka.
    Lecz gdy po jego śmierci małżonków cię dwoje
    Bierze na własność, zdradnie otwierasz podwoje.
    Więc nam, bramo, dziś powiedz, czemu z zmianą pana
    Razem cnoty u ciebie nastaje odmiana?
    — »Na Cecyliusa klnę się, co mię dziś posiada,
    »Jam niewinna jak dziecię, niech kto, co chce, gada!
    »I nikt mi w całem mieście nie dowiedzie zdrady.
    »Lecz jak się plotek ustrzedz? — niema pono rady.
    »Niech tylko jaka gruchnie po mieście nowina,
    »Wszyscy w lot do mnie z krzykiem: bramo, twoja wina!
    — Ba, zaprzeczyć poprostu zbyt słaba obrona:
    Mówić należy, aż się słuchacza przekona.