Strona:Poezye Józefa Bohdana Zaleskiego.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
4.


Wędruję z Rzymu, spólnéj naszéj matki,
Niosę odpusty i świętych ostatki,
Niechaj was o tem Anieli ostrzegą,
Puśćcie mnie, puśćcie przez miłość bliźniego.


5.


Przelękły zając kryje się do nóry,
Jeleń przy łani ucieka przez błonie,
Ja biédny starzec zwątlony i chory
Gdzież się, ach! gdzież się przed burzą uchronię.


6.


Z rozgłośnym, hukiem wre rzéka burzliwa
Gniéwna, wezbrana, w falach się rozpływa;
Popłynę przez nią choć zimno i ciemno,
Gdybym litości nie wzbudził nademną.


7.


Pukam i darmo — żelazne podwoje,
Lecz twardsza od nich pana zamku dusza,
Gdy go bliźniego los, ni lata moje,
Ni proźba w imię Boga nie porusza.