Strona:Poezye Alexandra Chodźki.djvu/140

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Dopóki z łąk wieje wonia,
    Dopóki chłód wieje z lasu;
    I przed skwarami południa
    Schroni się jeszcze zawczasu
    Gdzie go cień czeka i studnia.

    ∗             ∗

    Tak w milszym poranku życia
    W sercu namiętność się rodzi;
    Łagodna w chwili przybycia
    Objaśnia serce i chłodzi,
    I życie do życia leje!
    Szczęśliwy! kogo jéj złoty
    Promień na chwilę omami,
    Kto wcześnie jeszcze uśpieje
    Nad studnię wiary lub cnoty,
    Przed namiętności skwarami.
    Bo gdy, nakształt ranka chłodu,
    Miłość i przyjaźń odbiega;
    Gdy boleść, jak Jozuego
    Słońce, ah! niezna zachodu,
    Lecz stanie skwarem ziejące,
    I zdrowie, roskosz, wesele,
    Te kwiaty na życia łące,
    Zżółci, wypali, wyściele,
    Na długie, na wieczne lata;
    Gdzież ochłoda przed cierpieniem
    W téj wielkiéj pustyni świata?
    Gdzie? — pod śmierci skrzydeł