Strona:Poezye (Odyniec).djvu/650

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Zamienię się w rybkę, koło nóżek pląsam,
Śmiech mi, jak się boją, myśląc, że je kąsam.
Zamienię się w muszkę, koło ust wzlatuję;
Śmieją się, bo myślą, że je ktoś całuje.
Lecz ja tylko sam
Taką wolność mam.
Tram, ta ram, tam, tam!

Lubię także w nocy przy świetle księżyca
Siedzieć przy nich śpiących, patrzeć na ich lica.
Czy która choć przez sen, ciekawość mnie bierze,
Uśmiechnie się, westchnie lub powié coś szczerze?
Bo na jawie, znam,
Że to wszystko kłam.
Tram, ta ram, tam, tam!

Gdy ujrzę kochanka, że się we snach marzy,
Przyprawię mu brodę, odmienię coś w twarzy.
Śmiech mi, gdy się dziwią, żal, gdy którą strwożę,
Że aż płakać zacznie, gdy poznać nie może.
Natychmiast go sam
Znów jéj poznać dam.
Tram, ta ram, tam, tam!

Lubię ja téż, lubię, gotówbym co rano
Widzieć młodą, ładną, jeszcze nie ubraną;
Draźnić się z nią wtenczas — to mi to pociecha,
Gdy się przed zwierciadłem stroi i uśmiecha,
A ja sobie sam
W gotowalnię gram.
Tram, ta ram, tam, tam!