Strona:Poezye (Odyniec).djvu/648

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Usiadłem przy niéj, a razem,
    Lubéj przeszłości obrazem
    Pojąc i serca i myśli,
    Nie pomnę, jakeśmy przyszli
    Na rozmowę o téj chwili,
    Gdy nas przyjaciele mili
    Sierotami zostawili! —

    A gdy w tkliwém rozrzewnieniu,
    Wspartéj na mojém ramieniu
    Zwolna zbytnią żałość koję,
    I troskliwie, z drżeniem w ręku,
    Rzewnych łez ocieram zdroje,
    W których, przydając jéj wdzięku,
    Lśnił się blady blask księżyca:
    Zbliżyłem lice do lica,
    I z łez jéj, z czcią i zapałem,
    Niebieską słodycz wyssałem. —

    Odtąd, jak druga natura
    Wstąpiła we mnie, i czuję,
    Że choćby mnie chciała która,
    Ja żadnéj nie pocałuję.

    1825.