Strona:Poezye (Odyniec).djvu/615

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Nie jeździł w te szlaki
Nikt z dawnego czasu,
Chyba wieśniak jaki
Po drzewo do lasu.

„Poluję dzień cały,
Koniam nie popasał;
Jeździec zadyszały,
Konik się zahasał.

„Zsiądęż, i z ponika
Pragnienie ugaszę;
Odkiełznam konika,
I puszczę na paszę.“ —

I grzecznie się skłoni,
I z konia zeskoczy.
Ona się zapłoni,
Na dół spuści oczy.

Ten milczy, ta wzdycha;
Po niedługiéj chwili,
Ten głośniéj, ta zcicha,
Coś z sobą mówili.

Lecz że wietrzyk dmuchał
W tę stronę dąbrowy,
Przetom nie dosłuchał
Panicza rozmowy.