Strona:Poezye (Odyniec).djvu/506

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I nieraz prześcigniony, godzien chwały w klęsce,
Z uśmiechem szczęśliwszego winszował zwycięzcę.
Im równie, bądźmy w walce i przyjaźni stali.
Ogień czyści nić złotą, lecz jéj nie przepali.

Gdy téj słodkiéj nadziei nie chcesz kłaść zaprzeczeń
Ziść skutek szczeréj prośby i danych przyrzeczeń,
A na chwilę prawniczéj zabywszy mozoły,
Przyjdź na wsi z przyjacielem spędzić dzień wesoły.

Nie łudź się jednak szumnéj nadzieją biesiady.
W co mój domek bogaty, tém ci będzie rady.
A choć pod wagą sréber stół się w nim nie zgina,
Choć w sklepach od Augustów nie starzeją wina:
Nie trwóż się, godny uczniu Epikura szkoły!
Znajdziesz nie twarde łoże, i nie nagie stoły.
I poeci nie samym wieszczym duchem żyją,
I nie zawsze kastalską tylko wodę piją . . .

Ale cyt! oto właśnie kiedy ten list piszę.
Śpiew północny koguta głuchą przerwał ciszę.
Przyjedź tylko, Wincenty! a zwinna i szparka
Źródło pieśni nadworna wnet mu przetnie Parka.
I w sadach już nieskąpém bogactwem jesieni,
Na wpół zgięta ku ziemi, jabłoń się czerwieni;
I na wysmukłéj gruszy, z pod zieleni wianka,
Hesperyjskim migoce blaskiem sapieżanka.
A jeśli ci i wodni smakują mieszkańce.
Są tu już zdawna w więzach wytuczone brańce,
I szczupak, mocarz stawu, co się braćmi pasie,