Strona:Poezye (Odyniec).djvu/495

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przez tęsknotę — idź z pociechą
Pod Litewską ujrzeć strzechą,
Coś snać widział w Nad–Wiślańskich,
W Nad–Gopłowych, w Pod–Karpatnich:
Na osnowie Chrześcijańskich,
Wspólne wzory uczuć bratnich.

Tam cię spotka w każdym progu
Dawna szczerość i gościnność;
Tam obaczysz ufność w Bogu,
Hartującą serc powinność.
W słowach prostych, jak w strumieniu,
Prawdę myśli dójrzysz na dnie.
A w milczeniu, w uściśnieniu,
Hołd dla ciebie serce zgadnie.

Idź więc, obacz! — i nawzajem,
Dawnych pątników zwyczajem,
Gdy z dalekich miejsc cudownych
Przyszli między spółziemiany,
Rozdaj w słowach im wymownych
Serc i myśli talizmany,
Coby strzegły naszych progów
Od zgubnéj czci cudzych Bogów,
A uczyły znać, co cenne,
Co jest święte — choć codzienne.

Gdy zaś kiedyś, jak uroczy
Obraz ziomkom dasz przed oczy,
Coś gdzie widział w ziemi swojéj:
Niech w nim widok wspólnéj cnoty