Strona:Poezye (Odyniec).djvu/464

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— „Ot jakoś o to nie przyszło spytać.
Lecz ja z niéj sama wzór brałam.
Zaczęłam książki pobożne czytać,
I bardzo dużo czytałam.

„A w rozmyślaniu ćwicząc mą duszę,
Po myślach długich a długich,
Taką ich czuję pełność, że muszę
Gwałtem rozlewać na drugich.

„I tu początek mego męczeństwa.
Gorszego, niż Missjonarzy;
Bo ciężéj krzywdę znieść od rodzeństwa,
Niż od pogańskich wyspiarzy.

„Papa już w wieku, ma urząd, włości,
Lecz zbyt po ziemsku sumienny,
W nich widząc piérwszy cel powinności,
Zaniedbał pracy zbawiennéj.

„Słyszałam wprawdzie, jak uczy braci
Prawd wiary, cnoty, sumienia;
Lecz przytém zawsze żart z kontemplacji,
Jak z próżniaczego marzenia.

„Mam–że nie boleć, widząc, niestety!
Jak grzeszy, jak się rozprasza?
Czyta naprzykład książki; gazety —
To się rozczula, unasza,

„Nad jakimś wierszem, nad losem ludów!.
Przytém uczynny do zbytku,