Strona:Poezye (Odyniec).djvu/406

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy się noc trzecia nad nimi rozwlekła,
Stłumionym głosem Katarzyna rzekła:

„Niechaj się Pan Bóg zlituje nad wami,
„Niech się da pomścić nad prześladowcami!“ —
Podniosła głowę, na łokciu się wsparła.
Westchnęła ciężko — padła, i umarła.

Mladin udawał, że się nie zasmucił;
Ale synowie, gdy się on odwrócił,
Z żalem to na nią, to na się patrzali,
Nic nie mówili, i łzy połykali.

Przyszedł dzień czwarty, z nim słońca upały,
I wyschła woda w rozpadlinie skały.
Próżno brat starszy głód przemódz się stara,
Wpadł w obłąkanie, i dobył handżara[1],

Patrząc na matkę, jako wilk na jagnię. —
Zgadł Aleksander czego Chrystycz pragnie.
Własnym handżarem przebił ramię swoje,
I rzekł do brata: „Bracie! pij krew moję,

„Lecz niech ta zbrodnia ust twoich nie kali!
„Po śmierci będziem krew Pandurów ssali.“ —[2]
Słyszał to Mladin, wytrzymać nie zdołał,
Porwał się z miejsca, i głośno zawołał:

  1. Rodzaj noża, nakształt sztyletu,
  2. Mniemanie o upiorach powszechne jest w Serbii.