Strona:Poezye (Odyniec).djvu/370

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Alić ledwie znikł za górą,
Z za góry czarny kruk leci.
„Cóż? Tukaju! wracam suchy! —
„Cha, cha! lecz nie trać otuchy.
„Idzie twój przyjaciel trzeci!“ —

Tukaj się uderzył w skronie,
Z rozpaczą załamał dłonie,
I wzrokiem tocząc po niebie,
Klął ludzi, djabłów, i siebie. —

„Tukaju! co się to znaczy?
„Wyjaw mi powód rozpaczy:
„Jeśli osłodzić nie zdoła,
„Przyjaźń twój smutek podzieli!“ —
—,,Ha! przyjaźń! — Tukaj zawoła —
„Wszak wiész, miałem przyjacieli,
„Gdzież są po najpiérwszéj probie? —
„Lecz znana mi dusza twoja.
„Mów, mogęż zaufać tobie?“ —
— „Doświadcz! to odpowiedź moja.“ —

Wziął słój — skarb do wody wrzucił.
Wziął drugi — kruk nie powrócił.
On wraca. — Skoro go zoczył,
Tukaj na spotkanie skoczył.
Już są blisko, już wzajemnie
Wyciągają uścisk tkliwy...
Tukaj szepnął coś tajemnie,
Skinął — i wtém, dziw nad dziwy!