Strona:Poezye (Odyniec).djvu/311

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   303   —

Gdy wielkie, piękne zamiary człowiecze,
Gdy gieniuszu wyższego natchnienia,
Jak kwiaty wyższych światów, na tym świecie
Tak często w płonnym opadają kwiecie? —

Ach! jam znał tajnie duszy jego! — cała
Była miłością Boga, kraju, cnoty:
Jam wiedział cele, do których myśl śmiała
Swe nieugięte kierowała loty.
Jam widział skarby jego wyobraźni,
I nauk, pracą zebranych wytrwałą: —
Niestety! czemuż głos tylko przyjaźni
Ma być ich całą rękojmią i chwałą? —

Kilka lat jeszcze — a jużby twe chęci,
Stawszy się czynem, służyły ojczyźnie;
Kilka lat jeszcze — a ziomków pamięci
Imieby twoje zostało w spuściznie! —

U stóp ołtarzy stałeś już gotowy,
W albie Pokory, w stule Poświęcenia,
By śladem Skargi, mówca złoto–słowy,
Lud swój z miłością wołać do zbawienia.
I wyobraźni pochodnię iskrzystą
Wstrząsłszy nad dziejów przeszłością ojczystą,
Jużeś był poczuł ową ducha dzielność,
Co przeszłość słowem wskrzesza w nieśmiertelność.

O! wieleś wróżył krajowi i sobie!
Ale inaczéj rozrządziły Nieba. —