Strona:Poezye (Odyniec).djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   302   —

Które w swém łonie na wieki pokryły
Pielgrzymów obcéj, oddalonej ziemi:[1]
„O! biedni oni: — rzekłeś — każdy pewnie,
„Jak my, do kraju tęsknił lub się śpieszył:
„Każdy miał kogoś, co go kochał rzewnie,
„Nadzieją jego powrotu się cieszył! —
„Ciężko im, ciężko było przed skonaniem,
„Bez pożegnania, bez błogosławieństwa!
„Nikt słodkiém słowem, nikt czułém staraniem
„Nie ulżył bolów, nie pokrzepił męztwa,
„Nikt nie wyleje łzy nad ich mogiłą! —
„My obcy tylko — nie po nich się smucim.
„Kto wié, co komu Niebo przeznaczyło:
„Litwa daleko — kto zgadnie, czy wrócim? —
„Śnił mi się wczoraj przyjaciel umarły,
„Wiódł mię za sobą do ciemnego gmachu:
„Widziałem matkę we łzach i przestrachu,
„Chciała mię wstrzymać — wtém się drzwi zawarły.“ —

Śmiejąc się, pomnę, jam twój sen tłómaczył,
Bo ach! czyż mogłem przewidzieć w te chwilę,
By ten sam jeszcze księżyc mnie obaczył,
Mnie — klęczącego na twojéj mogile? —


II.

Boże! któż celów woli Twéj dociecze,
Kto pojmie drogi Twego przeznaczenia:

  1. Cmentarz Angielski.