Strona:Poezye (Odyniec).djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Cóżem obaczył? — czy łzę rozrzewnienia?
Iskrę zapału? — czy szyderstwo w oku? —
Cóżem posłyszał? — czy szmer poruszenia
Uczuć słuchaczów? czy głos współmyślenia? —
Czy szept obmowy na boku? —

Patrzali na mnie ściskając ramiony,
Lub drażnić chcieli słowy nieszczeremi,
Bym jako kuglarz, w pole wywiedziony,
Popisywał się przed niemi! —

Pojąłem zamiar, i zamilkłem z trwogą. —
Gdy żywych uczuć nikt nie chciał podzielać,
Gdym żywém słowem nie wzruszył nikogo,
Mamże je w sztuczną pieśń wcielać? —

Natchnienie tylko z czucia Prawdy płynie,
Ale współczucie jest pieśni podnietą.
Gdzie tego nié ma — pieśń bez echa ginie.
Człowiek być nie chce poetą.

VI.

(W dziesięć lat późniéj).

O! Boże! dawco siły i pokoju!
Jakiemiż słowy hołd dzięków Ci złożę,
Żeś mi po tylu walk i cierpień znoju,
Siłę i pokój dał znaleźć — w Pokorze?