Strona:Poezye (Odyniec).djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W dumném mém sercu żywię chęci śmiałe,
Przyczynić dobra dla mego narodu,
I sam mu dając, wymódz na nim chwałę:
Com zrobił dotąd, z moją wiarą dumną
W chęć moję silną, w myśl moję rozumną? —
Nic! — Cóż żem śpiewał? — czyż choć jedną duszę,
Jak mnie ów ptaszek, pieśnią moją wzruszę? —
A to był przecież cel mój na téj ziémi,
Téj tylko władzy chciałem nad drugiemi.
Boże! Tyś widział, na com jéj chciał użyć,
Czy by sam słynąć, czy by Tobie służyć? —
Zkąd miłość pieśni? jeżeli nie z tego:
Że gdym sam naprzód poczuł z pieśni cudzéj,
Wartość wielkiego, pięknego, dobrego,
Wszystko, czém człowiek wart Stwórcy swojego,
Chciałem, by z mojéj toż poczuli drudzy? —

Jeśli mię cel ten z lepszéj drogi złudził,
Jeśliś tu dla mnie cel zamierzył inny:
Wiém, jakbym zbłądził! — lecz błąd był niewinny.
Pierwéj niż wolę, w méj duszy dziecinnéj
Głos pieśni — ja myślałem, żeś Ty sam obudził! —
Teraz w téj myśli jest moja katusza.
W niéj żyje dla mnie sęp Prometeusza —
Prometeusza! — obym mógł przewinić
Jak on! dla świata, to co on uczynić!! —
Lecz widzieć całą wiosnę swego życia
Straconą bez pożytku, bez użycia:
Nic nie uczynić, i drżeć: czym nie winien,
Żem to chciał czynić, com nie był powinien?!...