Strona:Poezye (Odyniec).djvu/195

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Chciwość w niéj widzi źródło korzyści,
    Nienawiść zemsty narzędzie;
    A w mroku na nią tchnie jad Zawiści,
    A Zdrada sidła nań przędzie.

    I co ludzkości świecić miał z góry,
    Musi natężyć swe siły,
    Aby mgły z bagnisk ludzkiéj natury
    Jego samego nie śćmiły.

    I co miał miłość przyoblec czynem,
    W sercu wieść musi bój twardy,
    By, nie dojrzawszy ludzi za gminem,
    Z miłości nie przejść do wzgardy:

    I lub się nie stać, z poduszczeń wroga,
    Biczem postrachu i kary,
    Lub się samemu nie wziąć za Boga,
    A wszystkich za swe ofiary.

    Bo wtenczas nad nim, z progów zenitu,
    Grom mocy Pańskiéj zaświeci,
    I świat nań runie skałą granitu,
    I sęp zgryzoty przyleci!...

    Lecz nie o ciebie, mój przyjacielu!
    Te straszne myśli mię trwożą.
    Co wzrok twój w świętym utkwiwszy celu,
    Nie w swą moc ufasz — lecz w Bożą.