Strona:Poezye (Odyniec).djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A hołd czci takiéj, bez prac i trudu,
A taki tryumf bez walki,
Wiek w wiek ma w sercach Bożego ludu
Niewiasta z duszą Westalki.

Jąż–by więc mogły, czy szał zapału,
Czy tak zwieść myśli pokusa,
By z swéj wysokiéj czci piedestału
Skoczyła w orszak Bachusa?

Jéjż–by to, zamiast brać hołd w świątyni,
Na rynku przed gminem pląsać?
I zamiast władać berłem bogini,
Tyrsą bachantki potrząsać?

Onażby mogła, nad chórów modły,
Nad kornych westchnień hymn cichy,
Sprośnych Satyrów przenieść śmiech podły,
Lub wrzask przy brzęku w kielichy?

Onażby miecąc na wiatr, jak włosy
Tak i zasłonę dziewiczą,
Wzięła za tryumf, że pjane głosy
„Evoe!“ dla niéj zakrzyczą? —

Nie, nie! świętego ognia kapłanko!
Nie dla cię pląs Bachusowy!
Tak jak nie tobie, duszo–chrześcianko!
Dzielić szał pychy wiekowéj!