Strona:Poezye (Odyniec).djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„On to ma być tym narodem,
„Co jak lud z ludem nawzajem.
„Ziemię miał złączyć znów z rajem?... —
„Tyś chciał — lecz biada mu, biada!...“

— „Stój!“ — głos–grom zabrzmiał z wysoka.
„Milcz! słuchaj! Pan odpowiada. —

„Kto dał sąd ustom proroka?
„Kto śmie chcieć sądów Mych dociec? —

„Jam Pan — lecz Jam jest i Ojciec.
„Ty widzisz fale — Ja widzę
„Dno mórz. — Serc głębie, Ja zmierzam.
„W gniewie Mym — nie nienawidzę,
„Karząc — nie zemsty domierzam.

„Znam lud Mój — ze Mnie wziął ducha.
„Tyś o nim zwątpił — lecz nie Ja. —
„Wiém, serce–wulkan w nim bucha;
„Wiém, w myślach burzy zawieja.
„Lecz gdzie jest Miłość — jest skrucha,
„Jest Wiara — gdzie jest Nadzieja. —

„Pokuta z win go oczyści,
„Wiara i Miłość w nim ziści
„Cel mego w nim przeznaczenia. —
„Bo wiedz! tylko dla zwątpienia.
„I tylko dla nienawiści,
„Nie ma u Mnie przebaczenia! —