Strona:Poezye (Odyniec).djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Obaczył Maksymin — starszyznę przewodnią
Obwieszcza: — starszyzna jak głucha.
Szyk stoi bez ruchu. — O! zgrozo! o! zbrodnio!
Legija Cezara nie słucha! —

Gniew zawrzał w mocarzu: — wtém wódz się jéj zbliża,
I rzecze: „Chcesz prawdy? o! panie!
„Tyś wódz nasz i Cezar — lecz Bóg nasz, Bóg krzyża!
„My Grecyi syny, Tebanie.

„Bóg dał nas w moc twoje, i wolę w tém Jego
„Szanujem i znosim na ziemi:
„Lecz On nam zakazał czcić Boga cudzego,
„W Nim żyjem i umrzem wolnemi.“ —

— „Ha! śmierć więc wam wszystkim!“ — I na głos tyrana
Gromadzi się tłuszcza siepacza;
Zawiścią drażniona, wściekłością pijana,
Skazanych na zgubę otacza. —

Lecz ostrzem ich włóczni pół pola się jeży,
Jak mury szeregi ich tarczy:
Przed ciosem zbójeckim, co zewsząd w nich mierzy,
Czyż sił im na odpór nie starczy?

I tysiąc serc mężnych, w szeregach pogańskich
Na hasło ich tylko drżąc czeka,
By stanąć w obronie — nie praw chrześcijańskich,
Lecz swobód i prawa człowieka.