Strona:Poezye (Odyniec).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Cóż jest ta piękność, co tak wzrok twój łudzi? —
„Piękniéjszaś w oczach Boga, niżli ludzi:
„Dziewczyno! patrzaj, jaka piękność moja! —
„Kiedy się modlisz co wieczór, co rana,
„Ja twoje modły zanoszę do Pana.
„Seraf z uśmiechem przed tronem mię stawi,
„Z uśmiechem we mnie Pan cię błogosławi,
„I z Jego woli, niosę ci w powrócie
„Niebieski pokój, i słodkie uczucie,
„Którém twój Anioł z swym bratem się kocha. —
„Lecz od złych duchów idzie próżność płocha! —
„Dziewczyno! dziś się twój Anioł zasmucił,
„Niewysłuchany od bram Nieba wrócił! —
„Widzisz tę białą Lilię w méj dłoni?
„Widzisz ten promień wokoło méj skroni?
„Promień to Łaski, co nad tobą świta,
„W lilii obraz twych uczuć rozkwita,
„A z nich twe czyny i myśli Bóg czyta! —
„Póki blask świeci w całéj swéj jasności,
„Póki kwiat kwitnie w całéj swéj białości,
„Póty stróż Niebios, z obliczem wesołém,
„Otwiera bramę przed twoim Aniołem.
„Lecz dziś — patrz! blask się otoczył mgłą siną,
„Kwiat więdnąć zaczął! — Zgrzeszyłaś, dziewczyno!
„Zgrzeszyłaś! — żałuj! popraw się! — masz porę!
„Kwiat jeszcze żyje, i blask jeszcze gore!“ —

Skończył — jéj życie powracać zaczyna.
Grzech swoich myśli uznała dziewczyna!