Strona:Poezye (Odyniec).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ANIOŁ STRÓŻ.




Późno w noc z balu, w świecącym się stroju,
Wróciwszy Zosia do swego pokoju,
Z tańczącém sercem, z myślą rozigraną,
Dziękować Bogu za radość doznaną
Gdy do modlitwy przed spoczynkiem biegła,
Nagle swą postać w zwierciadle postrzegła.

Stanęła — żywiéj zapłonęło lice,
Skromne ku ziemi spuściła źrenice,
Stoi i myśli — i spojrzała z trwogą,
Czy prócz niéj w izbie nie było nikogo. —
Widać w tym wzroku, że jakaś myśl cudza,
Jéj saméj dziwna, w sercu się obudza.
Stoi i myśli: — jakaś niepojęta
Chęć, jakiś urok, tajemna ponęta.
Gwałtem jéj kroki ciągną do zwierciadła. —
Już z ust i z myśli modlitwa wypadła.

W pełnym rozkwicie jéj piękność dziewicza,
I blask spojrzenia i gładkość oblicza,