Strona:Poezye (Odyniec).djvu/105

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    „A teraz — biedna ja, biedna!
    „Sierota, sama jedna! —
    „O! gdybym was mogła, rodzice!
    „Choć raz obaczyć, choć przez sen w raju!“ —

    Tak się modli — Bóg dobry wysłuchał dziewicę.
    Bo gdy raz wedle zwyczaju,
    Cały dzień żal tając w sobie,
    Wybiegła wieczorem z chatki.
    By się wypłakać na grobie
    I w świeże ubrać go kwiatki:
    Usnęła słodko — a sen życzliwy
    Takie jéj malował dziwy.

    Weszła na łąkę piękną, szeroką,
    Całą zasłaną kwiatami,
    Jakich tu ludzkie nie widziało oko;
    A śród nich drzewa, pod liści wieńcami,
    A na tych drzewach, i kwiat, i zawięzie,
    I razem owoc dojrzały;
    A ich łagodnym wiatrem pochwiane gałęzie
    Słodką harmonią brzmiały! —
    Patrzy zdumiona — aż nagle w drzew cieniu
    Ojca i matkę postrzegła. —
    Krzyknęła, i ku nim pobiegła.

    Oni ją tuląc w tkliwém uściśnieniu,
    I błogosławiąc, mówią: „Lube dziecię!
    „Patrz! czyż to płakać nad nami potrzeba?
    ,Gdzież co równego jest na waszym świecie?