Strona:Poezye (Odyniec).djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„On wzrok mój przetarł z omamień mroku,
„Duch z ziemskich wyrwał łańcuchów;
„On śmiertelnemu odsłonił oku
„Tajny śmiertelnym kraj duchów.

„Tam opłakanych łzami gorzkiemi
„Znowum obaczył przytomnie,
„Jako w powietrzu, skrzydły jasnemi,
Ulatywali kolo mnie.

„Bo kogo w życiu lubego mieli,
„Kto o nich pomni statecznie,
„Z tym oni zawsze; — śmierć ciała dzieli,
„Lecz związek duchów trwa wiecznie.

„I duchy widzą, i duchy czują,
„Gdy ich tu pomną i płaczą;
„Lecz uciekają, lecz odlatują,
„Przed nierozważną rozpaczą. —

„Więc gdy ci teraz wolniéj łzy płyną,
„Gdy ich twa rozpacz nie płoszy:
„Czyż nie doznajesz — wyznaj, dziewczyno!
„Jakiéjś tajemnéj rozkoszy?

„Widzę ją, widzę, jak się objawia
„W blasku twych oczu i liców;
„Czujesz — lecz nie wiész co ci ją sprawia,
„Nie widzisz lubych rodziców: