Strona:Poezye (Odyniec).djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„To tobie, Boże!“ — za każdym skokiem —
„A to mnie, Boże!“ — wyrzecze.
Zdziwiony kapłan takim widokiem:
„Co czynisz, spyta, człowiecze?“ —

— „Modlę się.“ — „Jak to? — kapłan zawoła,
„To ty nie umiesz pacierza? —
„Alboż to u was nie ma kościoła,
„Alboż to nie ma pasterza?“ —

— „Nie wiem; — z dzieciństwa śród tego lasu
„Sam jeden żyję; a w drogę
„Nigdzie nie chodzę, bo nie mam czasu,
A chwalę Boga, jak mogę.

„Wiém, że On wszystko widzi tam w Niebie,
„Wszystkiém na ziemi kieruje;
„Więc Go o wszystko proszę dla siebie,
„Jemu za wszystko dziękuję.“ —

Zdziwiony kapłan takiéj prostocie,
Uczuł powinność sumienia.
Pogrążonemu w myśli ciemnocie
Rozjaśnić drogę zbawienia.

I najgorliwiéj, jak mógł w pośpiechu,
Jął mu wykładać pacierze:
Uczył Ojcze nasz, Zdrowaś i Wierzę,
Mówił o cnocie i grzechu.