Strona:Poezye (Odyniec).djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Serce zamknięte przed skruchą,
Próżną zgryzotą usycha;
Niegodne słyszeć ich ucho,
Słowa zbawienia odpycha.

„Nieszczęsny! zbrodni twych zbytek
Przepełnił miarę szaleństwa.
Wstań, opuść święty przybytek,
Lub się bój mego przeklęstwa!...“ —
Z północnéj przybyły ziemi
Do Rzymu, w nizkiéj pokorze,
Klęczał pomiędzy wiernemi
Pielgrzym, w pokutnym ubiorze.

Lecz nikt go nie znał w tém mieście ;
W samotnéj mieszkał gospodzie,
Przez dni i nocy czterdzieście
Poszcząc o chlebie i wodzie.
Nikt silniéj w pierś nie uderza,
Nikt korniéj nie schyla czoła —
Jednak na słowa Papieża,
Powstał, i wyszedł z kościoła.

I wziąwszy podróżne szaty,
Powracał do kraju swego. —
Szedł, gdzie skaliste Karpaty
Sarmackiéj granicy strzegą,
Gdzie Wisła nurt swój rozwija. —
Zaprawdę, pięknie w tym kraju!
Ale go pielgrzym omija,
Idzie nad brzegi Dunaju.