Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Z LISTU.


Dzięki ci, panie, żeś mi tak roztropnie
Wyjaśnił mądrość społecznej budowy;
Wiem już, że rozum podpiera ją zdrowy,
Że w niej słabości niema ani śladu,
I że, jak w niebo Jakóbowe stopnie,
Tak w niej rzecz każda prowadzi do ładu.

Ład jest społeczeństw słońcem i koroną!
Błyszczy on w życiu, jak chorągiew w walce,
Świat opasuje obręczą złoconą;
I aby czynić prawom swoim zadość,
Wymierza ludziom cierpienie i radość
Równo, jak leki na aptecznej szalce.

W symfonji życia, co płynie ku niebu,
Złudzeniem tylko są fałszywe tony,
Chór ludzkich głosów bieży niezmącony,
Chociaż mu głucho wtórzy dzwon pogrzebu;
A krzyk rozpaczy i zębów zgrzytanie,
I jęk, co zbliska mrozi strachu zimnem,
Brzmią zgodną pieśnią i radosnym hymnem
Na tych wyżynach, gdzie ty stoisz, panie.

Mądrość, co ciebie swą tarczą zasiania,
O niemożliwość nigdy się nic kusi;
Sfinksowe ciebie nie dręczą pytania,
Przestajesz na tem, że co jest, być musi;