Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


NA ZGLISZCZACH.


Gdyby poezją karmić można głodnych,
Ja-bym swe pieśni zmienił w kęsy chleba,
I was obdzielał, którym go potrzeba
Pilniej, niż dźwięków słodkich lecz zawodnych.

Gdyby poezją można przyodziewać,
Ja bym wciąż pieśni wysnuwał jak przędzę,
I tkał z nich odzież, i krył waszą nędzę —
Bo nagich odziać lepiej, niż im śpiewać.

Gdyby poezją można wznosić mury,
Ja duszę całą wyśpiewać-bym gotów,
By was zasłonić od słonecznych grotów
I bezlitośnych urągań natury.

Lecz pieśń ulata, a chęć w miejscu stoi..
A gdy bezsilność szydzi tak okrutnie,
To by się chciało strzaskać śpiewną lutnię.
Że niczem dla was — o biedni! o moi!

Leć jednak, pieśni! Nad świeżą ruiną,
Zjaw się nie płaczką, lecz gońcem otuchy;
Gdy ciał nie możesz, nakarm głodne duchy,
I ucz, że próżno żadne łzy nie płyną!...
............
Grodno, 10 czerwca, 1885.