Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


NIE ODCHODŹ!


O! nie odchodź odemnie, ty, coś stała zawsze
Na straży moich marzeń, jako gwiazda złota!
Patrz! dnie coraz chmurniejsze, niebo coraz łzawsze,
I coraz więcej cierni na różach żywota...

Ja, śladem twoim idąc, byłem od kolebki,
Jako dziecię, co szaty matczynej się trzyma;
O, nie odchodź! bo duch mój tylko wtenczas krzepki,
Kiedy ty mu przyświecasz złotemi oczyma.

Mnie potrzeba twych skrzydeł szelestu cichego
I twej pieśni, co ptakiem ku gwiazdom pomyka;
Gdy odbiegniesz, sny rajskie odemnie odbiegą,
Gdy zamilkniesz, zamilknie mej duszy muzyka.

Zgadłem, że chociaż welon nie skrywa cię mniszy,
Jednak z gwarem powszednim pieśń twoja w rozterce;
Lecz zostań! czyż wśród świata nie znajdziemy w ciszy,
W której milczą instynkta, a przemawia serce?