Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


O srebrnym zmroku,
Przyszliście przed gmach bogaty,
Z pieśnią na ustach, łzą w oku...
Pałacu broniły kraty,
Przed nim, w posągów natłoku,
Miłośnie gwarzyły kwiaty
O srebrnym zmroku.

W ciemnym salonie,
Ponuro dumał graf stary,
Na rękach oparłszy skronie...
Głucho szczękały zegary,
Heliotrop lał duszne wonie,
I milcząc, snuły się mary
W ciemnym salonie.

Dzieci śpiewały,
A nieuczonej piosence
Starzec oddawał się cały;
I zwolna, po jego ręce
Łzy rozrzewnienia spływały,
Gdy mu w żebraczej sukience,
Dzieci śpiewały.

Pieśń nikła zwolna,
Jak strumień, z którego fali
Zbyt długo piła darń polna;
Graf płakał wśród mrocznej sali,
I wspomnień furja swawolna
Siekła mu serce — a w dali,
Pieśń nikła zwolna.