Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I przelecą i czasami,
Słychać tylko ich gęganie.

Czy słyszycie? z mokréj łąki
Żóraw trąbi jak trębacze,
A jak dziewka bóbr gdzieś płacze,
Jak dobosze bębnią bąki.
To się oto człeku zdawa,
Że Ostrogski z mogił wstawa,
Przed nim idzie Wernyhora,
I z wieczora do wieczora
Bębni palcem po torbanie.
Héj! na stepy atamanie,
Proporcowy Anioł złoty
Długoskrzydły, co mu loty
Pan Bóg związał, znowu wzleci,
I stepowe ruszy dzieci,
I odbije w wojnie krwawéj,
Słodkie czasy staréj sławy.

Miły ojcze, ja tak wierzę
Moskwę będziem rznąć i palić,