Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/227

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żeby codzień na świat biały
Brzmiały dzwony z wieży;
Na te wioski okoliczne,
Na ten wietrzyk świeży.
I żeby téż Panu Bogu
Była za to chwała,
I téj matce Przenajświętszéj,
Co nam sił dodała.
Oj! było tam pracy było,
Ale już nic nie ma.
Ot tak ojcze się robiło
Ramiony obiema.
I nic nam się nie zdarzyło,
Wszystkie kości zdrowe,
Tylko że się osmaliło
Pawie piórko nowe.
Więc Kościuszko po kolei
Ze Stachem, Bartoszem,
Radby się był chętnie dzielił
I ostatnim groszem;
Ale że to Polak szczery
Na złocie nie siedzi,