Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A drudzy przydróżkiem.
Ów przygrywa.
Czapka siwa
Na bok mu się zwiesza;
Skrzypką mała,
Byle grała,
Żołnierza pociesza...

Do Racławic ciągną nasi
Po cztery, po cztery,
Madaliński z hułanami,
Potem kosyniery.
Przyciągnęli przed kościołek.
Aż ksiądz stoi w progu.
Mili bracia, rzekł Kościuszko
Pokłońmy się Bogu.
Jakby wicher nagły powiał
Pośrodkiem dąbrowy,
Schylili się wszyscy ludzie,
Czapki zdjęli z głowy.
I pod ścianą
Malowaną