Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W noc księżycową dmą we fujarki.
A jeszcze w burzę.

Po stronie wschodniéj,
Choć się zdawało jak najpogodniéj,
Zobaczył sternik siedząc przy sterze,
Mały obłoczek jak lekkie pierze,
Jak się powoli wyniósł nad wały,
Jak kulka krągły, skupiony, biały,
Poczem wiatr morski zerwał się nagle,
Pękały liny, darły się żagle,
Pod chmurnem niebem morze ze wnętrza,
W góry olbrzymie swe wody spiętrza,
Aż się w straszliwe porwą uściski
Morze z chmurami, przelotne błyski
Świecą bez przerwy jak przestrzeń długa,
Ani tak szybko zrzenica mruga
Jak błysk po błysku niebo zapala,
Istnym się wrzątkiem przewraca fala.
Toż kiedy serca ogarnie trwoga,
— Ratuj nas święty! — krzyknie załoga,
— A święty rzecze na głos do burzy: