Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bogdajbyś królu na przyszłość baczył,
A co wymówisz dotrzymać raczył.

Zatem nazajutrz już na okręty
Z górnego zamku wychodził święty,
Z jednym braciszkiem, a tłum tak samo
Kupił się w mieście, kupił za bramą,
Jak na gwałt biegli starzy i młodzi,
I w głos płakali, że już odchodzi.
Król był skruszony łzawego lica,
Swojego przywiódł mu królewica,
I padł na ziemię z całą rodziną,
Żeby go starzec przeżegnał ino.
I błogosławił święty jak trzeba,
Naród i króla słowami z Nieba,
Potem się w ręce oddawszy boże,
Ruszył do Francyi za wielkie morze.