Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nazajutrz wcześnie zagląda słońce,
I cieszy kwiaty we łzach stojące,
A rozbudzone wszelkie stworzenie,
Woła do Boga o pożywienie,
Ptak po swojemu, zwierz po swojemu,
A pan rozdaje temu i temu;
Wie on najlepiéj co komu trzeba,
Ptakowi ziarna, sierocie chleba,
A świętym ludziom o rannéj dobie
Kruk polny niesie podpłomyk w dziobie.

I wszystko żyje i Boga chwali,
Lwy po pustyniach, ptaszkowie mali,
I bocian który po łąkach brodzi,
Przepiórka małe w zboże wywodzi,
Niedźwiedź otwiera głodną paszczękę,
I wszystko patrzy na bożą rękę.

Pod opatrzności bożéj opieką,
Dnie na modlitwach świętemu cieką,
Dnie, lata całe, z białego łyka
Dobre okrycie dla pustelnika,