Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I wszystkim chciałem narzucić mą wolę,
I wszystkie wzroki ludów zwrócić w siebie,
Chciałem by czcili Boga na mém czole,
Ja com zapomniał że jest Bóg na niebie.
Ach! bo i czemuż nie rzec prawdy nagiéj,
Nie walczyć, klęknąć nie miałem odwagi,
I tylko czułem ducha co mną miota
Przez błędne dzieje krótkiego żywota,
I duszę bawi mnóstwem koron świetnych,
Po drogach krwawych, niezawsze szlachetnych.
Tak, to nie anioł był ni miłość sama,
Gdy zamiast blasku ciąży mi krwi plama.

Znać zapisaném było w moich losach,
Żem się miał walcząc rozbić na niebiosach,
Zkąd próżno ręce we mgły szare prężę,
I na kajdanach własne krwawię pięście,
Przyjaciół nie mam, tylko wyspy węże,
Nie człek przyjaciół ma, lecz jego szczęście,
Błędne te mary z fortuny orszaku,
Jak prędko zniknie, nikną na jéj szlaku.
— Oni mnie sądzą, oni (o Szyderstwo!)