Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie pruskie, ani angielskie zastępy,
Rozbiły armię, wstrzymały zwycięztwo,
Na piersiach Twoich bagnet pękał tępy,
Żadne twojemu nie zrównało męztwo,
Lecz ta wszechmocna, niewidzialna siła,
Którać na Alpach gwiazdę zapaliła.

Dość... jaśniéj gwiazdy niżli wieńce świecą,
Żeś zeszedł z drogi co na niebo wiodła,
Że Cary żyją, Turcya, Austrya podła,
Niech liście z głowy a z oczu łzy lecą.
Myśl którąć dałem w natchnienia godzinie,
Z oblicza ziemi nigdy nie zaginie.
...............
...............
Na Oceanu przestrzeni rozlanéj,
Wznosi się wyspa naga, z drzew obdarta,
W słońcu jak w ogniu świecą skalne ściany
Na niéj angielska przechadza się warta.
Ku brzegom wyspy okręt zwraca stery
Wiodąc ostatnie Francyi bohatery.