Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A na tłómaczów krzywd naszych — Tobie
Oddajem wszystkich co legli w grobie!
Niestało żywych — przyjm ludu kości,
Boże litości!

A zamiast ognia, wina i wody:
Pożary które niszczą zagrody!
I w pełnej czarze krwi i łez zdroje,
Przed stopy Twoje!

∗             ∗

Jako to płótno co dziewczę bieli,
My od łez naszych bledzi stanęli!
A jako trupy co bez pogrześci
Na ziemi swojej gniją w bezcześci
Tako my Panie!

Po za obłokiem
Z jasnych gwiazd tkanym, spojrz ojca okiem
Na dziatwę Twoją — i spraw jej Panie,
Wskrzeszenie albo skonanie!

Czyż pieśni takie miłe Ci Boże!
Co w piersiach ludu tkwią jako noże?
I bliznę świeżą z każdem westchnieniem
Jątrzą zranieniem?

Azaliż ucho Twoje się pieści,
Łkaniami dzieci? jękiem boleści
Matek, i głuchą ojców rozpaczą,
Co sercem płaczą?