Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Późne się dowiedzą wnuki,
I powezmą dla mnie cześć.
„Elementarz” zdarty w sztuki,
Oto mojej wiedzy treść.
Dłoń wprawiałem na sług grzbiecie,
I nie dałem bitym wyć —
I tak sobie rosłem w świecie,
Jak karmazyn winien żyć.

Ojciec mój, mając na względzie
Przyszłość syna — dalszy los:
Kazał służyć mi w urzędzie,
I zarabiać sławy trzos.
W mych papierach było czysto —
Co w nich zresztą było ryć?
I zostałem kancelistą,
Jak karmazyn winien być!

Nie wiedziałem co gorycze,
Nie goniłem sławy czci —
Wyższe władze urzędnicze
Niemal bóstwem były mi.
Przyuczałem się z uśmiechem,
Hańbę i obrazę pić,
Byłem wyższej władzy echem,
Jak karmazyn winien być.

Wrogiem byłem liberałów —
Panom tysiąc płatał sztuk —
Nie cierpiałem komunałów,
Które szczodrze sieje druk.
Nie trwoniłem na to groszy,
Aby wiedzą z książki lśnić!
A mnie na co tych roskoszy?
Tak karmazyn winien żyć.