Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


TALIZMAN
(Z PUSZKINA).


Tam gdzie morze pianą miota,
O milczący wiecznie głaz,
Gdzie miesiąca tarcza złota,
W ciepłem świetle kąpie nas,
Gdzie haremu wabią łoża,
W których Turczyn błogo śni:
Tam hurysa cudna, hoża,
Ten talizman dała mi.

I z twarzyczką uśmiechniętą
Tak prosiła, „chroń go, chroń!
W nim moc czarów ci zaklętą
Kochająca daje dłoń.
Od złej śmierci, od mogiły,
Gdy huragan zerwie się,
On twej skroni — o mój miły,
Nie ustrzeże wprawdzie, nie!

Ni skarbami on Iranu
Nie zasypie twoich dróg,
Ni wyznawców alkoranu
Nie przywiedzie do twych nóg —
I na słodkie brata łono,
Z oddalonych, cudzych stron,
Duszę twoją utęsknioną,
Nie jest w stanie przenieść on!