Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ni tam pereł blask nie świeci,
Co by tak nęciły:
Łzy to chyba polskich dzieci,
W perły się zmieniły.

O! już wiem ja, dębie stary,
O czem dumać tobie;
Rozpostarłeś twe konary,
Na rycerza grobie —

Z mężnej piersi bohatera,
Czerpiesz twoje soki:
Toż i skroń się twa wydziera,
Śmiało pod obłoki.

I poglądasz w koło dumnie,
Na ten świat zamarły:
Bohatery leżą w trumnie,
A szaleją karły! —

Zdasz się jeno czekaj chwili,
Która nie daleko:
Rychło z mogił się odchyli,
Zapleśniałe wieko?

Rychło w turzy róg zagrają,
Rycerze zaklęci,
I twym liściem skroń umają,
Ku wiecznej pamięci?

Wskrzesić zmarłych siwy dębie,
Próżna to pokusa:
Spójrz! jak smutno patrzy w głębie,
Mogiła Krakusa.