Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/355

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na to wdowie, ślubne łoże,
na łez twoich potok ten!

I minionych lat zjawiska
wyszepcą ci: «nigdy już»!
Z dali pieśń ci w uszy spłynie,
Krając serce, niby nóż! —

I wzrok ujrzysz, co ci ongi
ukojenie niósł na ból:
Wij się! Wij się na posłaniu,
ha! powieki do snu tul!

Lecz natura-ć da pociechę:
słyszę bowiem słodki głos:
Czystsze życie, niźli twoje,
ciężki ci łagodzi los.

Usta dziecka szydzą ze mnie;
ten najświeższy rywal mój
Od tej piersi mnie odpycha
tobie w ciszę zmienia znój.

O, to dziecko każe tobie
i dla ojca czułą być;
Na pół twoje, na pół jego,
was obojga godne wżdyć.

Widzę ciebie starą, sztywną...
z formuł twój się żywot splótł;
Powszedniości prawidłami
serce córki ściągasz w brud.