Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Szlaki przyrody kierował swe kroki —
Szedł, niby cień jej, gdzie gór wulkanicznych
Dym się iskrzący nad śniegu i lodu
Unosi szczyty; gdzie w mrocznych kotlinach
Leniwe fale łamią się o wyspy
Nagie i czarne; gdzie jaskiń zakręty
Wiją się, w gęste zasnute pomroki,
Pośród trujących i ognistych źródlisk,
I, niedostępne chciwości i pysze,
Gwiazdziste tworzą kopuły ze złota
I dyamentów ponad rozlicznymi
Grot ogromami o wnękach, żłobionych
W perłowej jaśni, o chryzolitowych
Tronach i kolumn kryształowym rzędzie.
Ale i widok, wspanialszy nad przepych,
Bijący z złota i drogich kamieni —
Zielona ziemia ze zmiennym namiotem
Niebios — nie stracił w jego sercu wdzięcznych
Praw do zachwytu i miłości. Chętnie
Pośród samotnych przemieszkiwał dolin
I w dzikich puszczach; tu, czarem łagodnych
Spojrzeń wabione, wiewiórka i gołąb
Ufnie bezkrwawą karm brały mu z ręki;
I antylopa, drżąca już ze strachu,
Gdy zwiędłe w gęstwiach zaszeleszczą liście,
Wstrzymuje kroki lękliwe, ażeby
Wpatrzyć się w obraz, piękniejszy, niżeli
Smukłe jej kształty...

Posłuszny swym górnym,
Natchnionym myślom, odwiedził czcigodne
Minionych czasów zwaliska: Ateny