Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

W miejscu weselny stanął gość
I niby dziecię zważa.


skiego, zmuszony jest słuchać jego opowieści.

Weselny gość na głazie siadł
I musi bez odwłoki
Słuchać, co mówi stary człek
Żeglarz płomieniooki:


«Okrętu przód pruł bezmiar wód,
Niemasz jak na głębinie!
Znikł kościół już, szczyt góry znikł,
Latarnia morska ginie.


Po lewej hen! z odmętu fal
Wznosi się słonko boże
I pnie się, pnie i blaski swe
Z prawej zatapia w morze.


Stary żeglarz opowiada, jak, dobry mając wiatr i toń sprzyjającą, okręt płynie ku południowi, aż dosięga równika.

I pnie się, pnie, w południa czas
Nad masztem lśniąc najświetniej» —
Ma starca dość weselny gość:
Usłyszał granie fletni.


Weselny gość słyszy muzykę weselną, atoli żeglarz opowiada mu dalej.

Jak róży kwiat, w świąteczny dom
Oblubienica wchodzi,
Wesoło przed nią głowy swe
Chylą grajkowie młodzi!


Ma już go dość weselny gość,
Lecz musi bez odwłoki
Słuchać, co mówi stary człek,
Żeglarz płomieniooki: