Strona:Podróże Gulliwera T. 2.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziewa się otrzymać odpowiedź. Zaprowadzono mnie zatem do stosownego mieszkania i wartę przy drzwiach postawiono; jednak wolno mi było przechadzać się w obszernym ogrodzie i obchodzono się ze mną z wielką ludzkością i dobrocią: utrzymanie moje było kosztem Króla. Wiele osób odwiedzało mnie w mojem więzieniu, a to przez ciekawość widzenia mnie, gdyż opowiadano, że przybywam z krajów o których nigdy jeszcze nie słyszano.

Nająłem sobie młodego człowieka który na tym samym okręcie przybył ze mną z Maldonado, ażeby mi służył za tłómacza. Był on rodem z Luggnaggu, ale żył przez wiele lat w Maldonado i posiadał dokładną znajomość obu tych języków. Tym sposobem mogłem rozmawiać z odwiedzającemi mnie krajowcami, to jest: mogłem rozumieć ich pytania i odpowiadać im na nie.
O oznaczonym czasie, to jest po upłynieniu piętnastu dni, nadeszła odpowiedź królewska, zawierająca rozkaz przystawienia mnie z moim orszakiem pod eskortą dziesięciu kawalerzystów do Traldragdubh albo Trildrogdrib; odbywa te nazwiska są jak sobie przypominam w używaniu. Cały mój orszak składał się tylko z biednego mojego tłomacza, którego wziąłem w służbę; na moją więc prośbę dano nam dwa muły do drogi. Wysłano naprzód kuryera który o pół dnia nas wyprzedził dla uwiadomienia Króla o naszem przybyciu i proszenia go: aby raczył łaskawie oznaczyć dzień i godzinę kiedybym mógł mieć ten honor i szczę-