Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/287

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żadnych małp, oprócz z zagranicy przywożonych które są tak małe że się ich lękać nie trzeba. Co się zaś tycze tej ogromnej bestyi z którą miałem do czynienia (w rzeczy samej była tak wielka jak słoń), to gdybym z wielkiego strachu nie był zapomniał wziąść się do broni (przy tych słowach dumną przyjąłem postawę i uchwyciłem za rękojeść szpady) zadałbym jej w łapę tak bolesną ranę, że prędzejby jeszcze ją wyjęła niżeli wsadziła.

Wymówiłem to z wielką energią, jako człowiek troskliwy o swój honor i nie dający sobie ubliżać. Mimo to wszyscy śmiać się zaczęli i nawet obecność Króla nie mogła ich od tego wstrzymać. Ta okoliczność naprowadziła moją uwagę na nieroztropność człowieka, któren usiłuje chełpić się w obecności takich z któremi w żadnym względzie nie może się mierzyć. Podobne postępowanie miałem sposobności widzieć często w Anglji, gdzie ludzie ani urodzeniem, ani rozumem, ani nawet przyjemną powierzchownością nie odznaczający się, ważną i dumną przybierają postać przeciwko najpierwszym państwa osobom.

Codzień nowa jaka śmieszna o mnie powiastka krążyła u dworu, i Glumdalklitch chociaż niezmiernie mnie kochała, była tak lekkomyślną, że o każdej głupocie Królową natychmiast uwiadamiała, chcąc jej tem przyjemność sprawić. Razu jednego, piastunka moja cokolwiek słaba pojechała z guwernantką i zę mna na spacer za miasto, dla używania świeżego powietrza. Wysiadły na łące, i Glumdalklitch wyjęła mnie z pudła i posadziła