Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

mnie, nie zaś moim zasługom winien byłem. I w podróżach wolałem być tak wożonym; kiedy mi bowiem trzęsienie wozu dokuczać zaczynało, służący wyjmował mnie, brał na konia i stawiał przed sobą na poduszce, gdzie wyborny miewałem widok na całą okolicę.

Miałem w tem pudełku łóżko i wiszącą u powały matę, dwa krzesła i stół do podłogi przyśrubowane; a że do podróży morskich byłem przyzwyczajony, ta agitacya żadnego szkodliwego wpływu na moje zdrowie nie wywierała.

Jeżeli chciałem miasto oglądać, noszono mnie zawsze w tem pudełku; Glumdalklitch zaś trzymała je na kolanach sama w otwartej siedząc lektyce, przez czterech ludzi królewskiej liberyi noszonej. Lud który słyszał o mnie, cisnął się do nas pragnąc mnie widzieć, Glumdalklitch była też zawsze tak grzeczną że mnie wyjmowała i stawiała na swem ręku abym lepiej mógł być widziany.

Mocno byłem ciekawy widzieć główny kościół a osobliwie jego wieżę, mającą być najwyższą w całym kraju. Zaniosła mnie tam moja piastunka; lecz muszę wyznać, że zupełnie omylony zostałem w moich oczekiwaniach, bo wysokość jej nawet 3000 stóp nie dochodziła; a jeżeli weźmiemy pod uwagę różnicę zachodzącą między wielkością tych ludzi a naszą, wysokość tej wieży nie tylko na zadziwienie nie zasługuje, ale nawet nie odpowiada stosunkowo wysokości wieży kościoła w Salisbury. Nie chcąc wszelako uwłaczać narodowi, któremu największą wdzięczność winienem, muszę dodać: że co tej wieży