Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mowania nowych słów, jak Jahus na lądzie, którzy co rok prawie tak mowę swą odmieniają, że ile razy do mej ojczyzny wróciłem, zawsze znalazłem dyalekt tak zmienionym, iż go zaledwie mogłem zrozumieć. Podobnie, gdy mię kto z ciekawych z Londynu odwiedzi, nigdy się niemożemy zrozumieć, bo do wyrażenia swych myśli, zupełnie innych słów używamy.

Gdyby mię krytycy Jahusów choć najmniej interesowali, to miałbym zupełną słuszność na wielu z nich się użalać, którzy tyle byli bezczelni, naprzód zaraz utrzymywać, że podróże moje są czystą bajką w mózgu moim wylęgłą, a nawet tak dalece zuchwałość swą posunęli iż ośmielili się powiedzieć, że równie niema Houyhnhnmów i Johusów jak i mieszkańców Utopji.

Wyznaję jednak, że co się tyczy narodów Lilliputów, Brobdingrag (tak powinno być pisane, a nie Brobdingnag, jak to błędnie czynią) i Laputa, żaden z naszych Jahus nie był tyle śmiałym choćby najmniejszą czynić wątpliwość, jako też i w wypadkach które o tych narodach przytoczyłem: tu bowiem, prawda tak jest jasna, że przekonanie gwałtem za sobą pociąga. Ale czyż powieść moja o Houyhnhnmach i Jahusach mniej jest prawdziwą? czyliż i w tym kraju nie ujrzy tysięcy tych ostatnich, ktorzy tylko szwargotaniem i że niezupełnie nago chodzą, różnią się od swych zwierzęcych braci w kraju Houyhnhnmów? Pisałem dla ich poprawy ale nie dla ich pochwał. Jednogłośne pochwały całego ich rodu mniejby znaczyły u mnie, jak rżenie dwóch wyrodków Houyhnhnmów w mej stajni trzymanych; ponieważ, mimo całego ich