Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kiedy wiek i choroba przytępiły w nim żywość dowcipu i zakłóciły stateczność jego umysłu, znajdowano jeszcze upodobanie w jego rozmowie, zajmującej nietylko znajomością świata ale i satyrycznym humorem którym zaprawiał spostrzeżenia i anekdoty swoje.

W miarę jednak jak pamięć jego słabła, sam spostrzegał iż w opowiadaniach swoich zbyt często się powtarzał. — Rozmowę jego, żarty, odpowiedzi uszczypliwe, miano za niezrównane, ale, jak wszystkim którzy nawykli despotycznie rej wodzić w rozmowie, niespodziewany opór, nakazywał mu niekiedy milczenie.

Lubił bardzo igrać ze słowami. — Najlepszy może żart w tym rodzaju, było zastosowanie następującego wiersza Wirgiliusza.

“Mantua, vae! miserae nimium vicina Cremonae“

do damy, która mantylką zrzuciła na podłogę skrzypce kremońskie.

Drugi raz, zabawniej jeszcze pocieszył jednego niemłodego już człowieka, który zgubił okulary. „Jeźli noc całą deszcz padać będzie, znajdą się rano.“

Nocte pluit tota, redeunt spectacula mane.

(Okulary nazywają się spectacles po angielsku).

Na dowód wyższości jego w rzeczywistszym rodzaju dowcipu, przytoczymy tu następujące anekdoty. Człowiek jeden, wysokiej rangi, lecz nienajlepszego charakteru, wziął sobie za godło: „Eques haud male notus“ które Swift tak wyłożył: „Tak dobrze znany że mu nikt nie ufa.“ Lubił bardzo improwizować przysłowia. Chodząc raz w ogrodzie jednego ze swoich znajomych, z kilkoma innemi osobami, i widząc że pan domu ani myśli poczęstować ich owocem, rzekł, iż babka jego zwykle mówiła: